środa, 3 sierpnia 2016

Kura domowa

   
     Dzieci marzą o tym, że jak dorosną zostaną lekarzami, strażakami lub aktorami. Z biegiem lat marzenia te często się zmieniają, dojrzewają razem z dziećmi, stają się bardziej realne. Niejednokrotnie także zostają zweryfikowane przez życie.


     Ja zawsze miałam jasno sprecyzowane plany zawodowe - będę mamą. Taką prawdziwą, która spędza czas ze swoimi dziećmi, bawi się z nimi, czyta im książki i cieszy się po prostu ich obecnością. Tego właśnie chciałam i nie zmieniło się to nawet w miarę upływającego czasu.  Nigdy nie pociągała mnie kariera zawodowa, wysokie stanowiska ani praca w korporacji.

     W czasach emancypacji kobiet i wszechobecnego feminizmu chęć gotowania obiadków dla dzieci i męża jest odbierane nie jako spełnianie marzeń, a jako zupełny brak ambicji i, powiedzmy to sobie szczerze, lenistwo.

      Więc zawzięłam się w sobie i już dawno temu postanowiłam, iż udowodnię wszystkim, że nie mają racji. Można mieć ambicje, wykształcenie, a i tak spełniać się będąc przysłowiową kurą domową.

      Skończyłam jedne studia, drugie, trzecie i zaczęłam pracę. Robiłam to nie tylko z chęci udowodnienia wszystkim, że nie mają racji, ale także dlatego, że życie różnie się układa i nigdy nie wiadomo czy to nie na barkach kobiety spocznie kiedyś konieczność utrzymania dzieci.

     Po studiach zapłaciłam tak zwane frycowe pracując w branży zupełnie nie związanej z moim wykształceniem. Prawdę mówiąc to po trzech kierunkach studiów sprzedawałam w sklepie. Po roku otrzymałam w końcu szansę pracy w swojej specjalności. Zawodowo wszystko dobrze się układało tylko, że nie tak to miało być, nie taki był plan. Ale na pewne rzeczy niestety nie można mieć wpływu. Nie można być przecież matką jeśli się nie ma dzieci. Niechcący więc, mimo że wcale mi na tym zbytnio nie zależało, powoli wkręcałam się coraz bardziej w pracę, robiłam kolejne kursy i studia, a wrodzona odpowiedzialność bardzo podobała się moim przełożonym. Po kilku latach zostałam dyrektorem hotelu (może nie jakiegoś pięciogwiazdkowego, ale jednak) i pomyślałam, że teraz to już chyba nikt nie zarzuci mi braku ambicji. W końcu pracuję 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku za niewielkie pieniądze, to co to innego może być jak nie ambicja? Przecież nie chęć zarabiana dużych pieniędzy.


     Niby wszystko było dobrze tylko, że ja nie tego chciałam. I w końcu po TYM telefonie mogłam zacząć spełniać swoje marzenia i być pełnoetatową kurą domową. Nie pracuję, a już na pewno nie w rozumieniu mojego męża :) Przygotowuję tylko dzieci do przedszkola, ogarniam dom, przyprowadzam dzieci z przedszkola, wmuszam w nie wcześniej ugotowaną zupę, odwożę do logopedów, fizjoterapeutów, laryngologów (czy innych specjalistów z  których usług akurat korzystamy), uczę jazdy na rowerze, piorę/wieszam/ściągam pranie, wymyślam zabawy, gotują obiad, czytam bajki, przygotowuję dzieci do snu, wstaję w nocy - jednym słowem nie robię nic :) A no jeszcze bym zapomniała, w czasie gdy dzieci są w przedszkolu pracuję jednak trochę zawodowo, w końcu kilkuletnia przerwa w CV mogłaby mnie całkowicie wykluczyć z rynku pracy, a przecież nigdy nie wiadomo co życie przyniesie. 



      Mimo tego, że całymi dniami NIC nie robię (a może właśnie dlatego?) jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Bardzo się cieszę, że mogę tyle czasu spędzać ze swoimi dziećmi, patrzyć jak się rozwijają i jakie robią postępy. Mogę usłyszeć każde nowe słowo, być przy kolejnym ułożonym puzzlu i obserwować radość na ich małych buźkach gdy uda im się pokonać kolejną przeszkodę pojawiającą się na drodze ich krótkiego jeszcze życia. 

     Jeśli dla kogoś to brak ambicji - to tak nie mam jej w ogóle!  

   Świat się zmienia, kiedyś kobiety musiały walczyć o to aby mogły wyjść z domu i robić karierę zawodową, a dziś trzeba walczyć o to aby móc zostać z dziećmi w domu.  Społeczeństwo nie powinno nam narzucać żadnych norm do których kobiety mają się dopasować. Jeśli kobieta chce robić karierę zawodową - niech robi, jeśli chce siedzieć w domu z dziećmi - niech siedzi, a jeśli chce łączyć te dwa aspekty życia - niech je łączy! Mamy wolność wyboru! A chęć zarządzania domem, a nie firmą, to niekoniecznie brak ambicji, lenistwo lub niemożność znalezienia pracy, ale nasz wybór. Mój wybór!



     P.S. Pierwszą osobą, która uważa, że całymi dniami nie robię nic jest mój mąż - więc z nim też toczę codzienną walkę o swoje marzenia :)

____________________________________

Ten post bierze udział w akcji Active Blog – Blogerki dla kobiet 

Więcej znajdziecie na fanpage’u > https://www.facebook.com/ActiveBlog/

34 komentarze:

  1. Ja też jestem kura domową ;) ale mój mąż mnie docenia i nigdy mi nie mówi , że nic nie robię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój zawsze mi "grozi", że rzuci pracę i to ona zajmie się domem. Chciałabym to widzieć :)

      Usuń
  2. Pięknie napisane aż się sama wyruszyłam normalnie :-) też jestem kura domowa od prawie 5lat licząc też ciążę i czasem jak każdy mam dość ale tak naprawdę jestem najszczesliwsza kobieta na świecie, patrząc codziennie na te nasze urwisice, jak się rozwijają, jak bawią. Czasem poprostu placze z radości :-) noi dobra też jestem bez ambicji ale za to moje marzenia się spełniły Monika Flok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że każdy ma czasami dość. Nawet jak się ma pracę marzeń to też przychodzą gorsze chwile, ważny jest jednak końcowy efekt i satysfakcja z tego co się robi.

      Usuń
  3. Oczywiście że wolność być powinna jednak różnie sie dzieje

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie to dluga historia... W ciąże zaszłam w klasie maturalnej... Przez pierwsze 1,5 roku siedziałam w domu choć mój ówczesny wtedy mąż również twierdził że nic nie robię a sam do pracy zarobkowej nie garnął się. Kolejne 3 lata to już moja praca w barze przy stacji paliw... Potem rok siedzenia na bezrobociu i kolejne 2 "na telefonach". Aktualnie od 4 miesięcy znowu nie pracuje bo ze względów zdrowotnych musiałam zrezygnować. I gdyby nie kiepska sytuacja finansowa to z chęcią bym dłużej została w domu i cieszyła się czasem spędzonym z Dusią... W końcu ma już 8 lat więc chciałabym czerpać jak najwięcej. Ale niestety od września muszę czegoś szukać, choć będzie ciężko przez moją marną dyspozycje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety często tak bywa, że praca nie jest kwestią wyboru tylko kwestią utrzymania.
      Mój mąż przeważnie twierdzi, ze nic nie robię, ale przynajmniej zarabia na rodzinę, bez tego pewnie też musiałabym pracować na pełny etat, a nie na parę godzin.

      Usuń
  5. Jak ja Cię doskonale rozumiem!
    Od 16 lat jestem z wyboru karą domową i tak jak Ty z przerwami aby całkiem nie stracić kontaktu z zewnętrznym światem i bardzo mi dobrze z "tym nic nie robieniem; ) a mężowie \ partnerzy no, cóż to inny gatunek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno! To zupełnie inny gatunek :)

      Usuń
  6. Jak ja Cię doskonale rozumiem!
    Od 16 lat jestem z wyboru karą domową i tak jak Ty z przerwami aby całkiem nie stracić kontaktu z zewnętrznym światem i bardzo mi dobrze z "tym nic nie robieniem; ) a mężowie \ partnerzy no, cóż to inny gatunek!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako dziecko miałam różne pomysły na przyszłość. Nigdy nie chciałam być kurą domową, ale teraz bym chciała być kura domową:)
    niestety nie jestem, od 7-15 jestem w pracy...czy pracy marzeń? Pewnie dla większości tak, ale nie dla mnie...moja praca marzeń to przedszkole lub szkole (le brak etatów)...a pracuję w biurze. Oczywiście wszystko w ramach mojego wykształcenia. Moja ambicja nie pozwoliła na skończenie jednego kierunku studiów. Ale po godzinie 15 ściągam eleganckie ubranie wkładam trampki i jeansy i szalejemy z chłopakami...:) i jest wtedy ok:)
    tylkooooooo...jestem potwornie zmęczona bo po pracy trzeba też wszystko w domu ogarnąć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wątpię, że łączenie pracy zawodowej z prowadzeniem domu jest bardzo męczące.
      Ale przynajmniej masz stabilną czasowo pracę, od-do :)

      Usuń
  8. Od 4 lat jestem kur a domową i nie przeszkadzało mi to. Ale z czegoś trzeba żyć. Teraz szukam pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, kwestie finansowe często są kluczowe przy podejmowaniu decyzji o powrocie do pracy.

      Usuń
  9. "Kura domowa" to jeden z najbardziej wymagających zawodów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jedyny za którego wykonywanie nie płacą :)

      Usuń
  10. Nigdy nie widziałam się w domu, ale w tej chwili wiele bym dała, żeby zostać "kurą domową", a szczególnie, żeby mieć więcej czasu dla Synka. Niestety nie miałam wyboru i musiałam wrócić do pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to będziesz miała piękny dom :)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że tak będę mogła powiedzieć za jakiś czas - piękny. Ale tak naprawdę kwestia domu nie była czynnikiem decydującym.

      Usuń
  11. I ja bym chciała NIC nie robić w domu z moją 3jką!. Niestety kwestie finansowe póki co nie pozwalają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, finanse często decydują za nas, szczególnie przy trójce dzieci.

      Usuń
  12. Ja jakoś nigdy nie widziałam się w tej roli na dłużej, ale fantastycznie jest czytać takie słowa - kobiety spełnionej i szczęśliwej. Oby tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jeszcze przez jakiś czas będę mogła się w ten sposób realizować.

      Usuń
  13. No to wychodzi na to, że i ja nie mam ambicji i wiesz co? dobrze mi z tym :) Piateczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matki bez ambicji powinny się trzymać razem! :)

      Usuń
  14. Jestem zdania, że kobieta zajmująca się domem wykonuje wiecej pracy niż kobieta pracująca na etacie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko często się zdarza, że kobiety muszą pracować i na etacie i w domu.

      Usuń
  15. Ja tam myślę, że by było najlepiej gdyby każdy mógł robić, to co lubi. Lubię być kurą domową i zdecydowanie nie uważam, aby było to nicnierobienie, a jak jeszcze ma się dzieci, to już w ogóle jest przecież cała masa zajęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie wszyscy mają takie podejście.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...