środa, 29 czerwca 2016

Kiwi - leć, nielocie, leć!


     Jak to jest w końcu z tymi kiwi latają czy nie? 

     Na opakowaniu gry "Tata miś" znajduje się reklama innej gry wydawnictwa Egmont - "Kiwi - leć, nielocie, leć". Za każdym razem gdy rozkładałyśmy grę o niedźwiadkach biegnących do wanny Kruszynka brała do ręki pudełko i prosiła o grę o ptaszkach. Prosiła i wyprosiła. 


     Gdy zobaczyła przesyłkę, w której znajdowała się gra, uśmiech rozpromienił jej malutką twarzyczkę.

     Przed rozpoczęciem gry trzeba ją najpierw samodzielnie złożyć. Jeśli ma się w domu, tak jak ja, dwie małe, niecierpliwe istotki, lepiej zrobić to gdy nie ma ich w pobliżu. Wówczas złożenie w wszystkiego w używalną całość zajmie nam najwyżej kilka minut. Z dziećmi ten czas zdecydowanie się wydłuży.


      Na dnie pudełka należy umieścić, złożoną wcześniej, podpórkę pod planszę, na której umieszczamy...planszę. Następnie z tektury składamy kratkę wyznaczającą 16 pół, do których później będą starały się dostać nasze kiwi. Na koniec trzeba jeszcze tylko złożyć rampy i przygotować żetony z wizerunkami kiwi (40 sztuk, po 10 w 4 kolorach).


     W instrukcji dołączonej do gry jest wszystko bardzo dokładnie opisane i rozrysowane więc nikt nie będzie miał problemu z przygotowaniem gry.




      Niestety, gdy wszystko mamy rozłożone, po skończonej grze nie ma opcji spakować wszystkiego z powrotem do pudełka. Pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją. Przeważnie pudełka są tak duże, że zmieściło by się w nich kilka gier, a tu jest odwrotnie. Rampy do wystrzeliwania kiwi trzymamy więc w pudełku z inną grą. 

     A o co w ogóle chodzi w tej grze? Ptaki kiwi chciały spędzić trochę czasu poza Nową Zelandią. Tylko jak to zrobić jeśli nie umie się latać? Kiwi (ptaki) wymyśliły, że wskoczą do skrzyń, w których przewozi się kiwi (owoce) i w ten sposób będą mogły podróżować po różnych miejscach na świecie. 


     Zadaniem graczy jest pomóc ptaszkom w dostaniu się do skrzyni. Wygrywa ten kto umieści swoje kiwi na 4 sąsiadujących polach tworzących kwadrat. Jeśli nikomu nie uda się ta sztuka (a to wcale nie jest takie proste) wygrywa ten kto zdobędzie najwięcej punktów - gracze wyciągają stosy żetonów, na których wierzchu są ich kartoniki i zliczają wszystkie żetony (ich kolor nie ma znaczenia). Wygrywa ten kto uzbiera ich najwięcej. 

       Pozostałych zasad gry jest niewiele, właściwie główną zasadą jest brak zasad. Katapulty można ustawić w dowolnej odległości od planszy i wszyscy gracze wystrzeliwują swoje ptaszki równocześnie.

      Ta ostatnia rególa zdecydowanie nie odpowiada Myszka, chaos ją rozprasza, więc gramy ładnie, przykładnie - po kolei. 




       Gra dostarcza wielu emocji. Liczy się tu refleks, zręczność, a także... szybkość w odszukiwaniu żetonów. Kiwi wystrzelone z katapulty nie zawsze grzecznie lądują w pudełku, często chowają się w różnych zakamarkach pokoju. Większe szanse na wygraną mają więc gracze którzy uważnie obserwują pod którą szafkę czy pod którym końcem kanapy wylądował ich ptaszek. Wąska rączka także jest nie bez znaczenia przy wydobywaniu niesfornych ptaszków z ich kryjówek. 

      W ogóle, moim zdaniem, nawet nie warto próbować grać w tę grę na stole, najlepiej od razu przenieść się na podłogę, bo i tak spędzimy tam większość czasu. 

      Zasady, nawet jeśli ich nie ma, są po to żeby je łamać. Dlatego więc czasem urozmaicamy sobie grę wprowadzając własne wytyczne. Na przekład rezygnujemy z poszukiwania żetonów które nie trafiły do pudełka i każdy z ptaków może być wystrzelony tylko raz, jeśli nie trafi do pudełka, trudno, szansa jest już stracona.

     Gra ma także bolesne skutki uboczne, po kilku rozgrywkach bolą już policzki i brzuchy od śmiechu. 

     Na opakowaniu widnieje informacja, iż gra jest przeznaczona dla dzieci od 5 lat, ale młodsze dzieci także świetnie sobie z nią radzą. 

      Kiwi - leć, nielocie, leć! jest jedyną grą, w którą gramy sami z mężem, bez dzieci. Jedna rozgrywka zajmuje nam około minuty. Tu już nie ma miejsca na czekanie na swoją kolej! Liczy się szybkość i to aby zablokować przeciwnika. Może ja nie wygram, ale Tobie też nie dam :)

      Dziewczynki znalazły dla gry także kilka innych zastosowań:

- wyścig - kto poleci dalej
Myszka układa wszystkie katapulty obok siebie i sprawdza, który ptaszek poleci najdalej


 - dopasowywanie
Ta zabawa zdecydowanie przypadła do gustu Kruszynce. Kruszynka była dzieckiem, które nigdy nie chciało układać rzeczy w zbiory czy dopasowywać różne przedmioty do siebie. Nie znaczy to wcale, że tego nie umiała robić, po prostu nie chciała i już. Przez długi czas nie udawało mi się jej namówić do tego żeby posegregowała na przykład klocki według kolorów, ale jak do zabawy dostała prawdziwe owoce to bez problemu ułożyła banany przy bananach, a jabłka przy jabłkach. Cóż, najlepiej bawi się tym co do zabawy przeznaczone nie jest.

      Teraz jednak zmieniły jej się nieco upodobania i bardzo chętnie układa kiwi w ich "domkach".



- szeregi
Dziewczynki bardzo polubiły też układanie szeregów z kolorowych żetonów. 

Kruszynka układa na razie dwukolorowe szeregi, ale Myszka bez problemu radzi sobie z trzema, a nawet z czterema kolorami.




     Podsumowując: gra świetnie wpływa na poprawę humoru, powoduje salwy śmiechu i radości, a także umożliwia rozmaite wykorzystanie jej elementów.





12 komentarzy:

  1. Widać że Twoje dziewczyny są zaczarowane grą niesamowicie. Wizualnie wygląda ładnie i po twarzyczkach dziewczyn można się domyślić że jest niczego sobie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gra przypomina moją ulubioną z dzieciństwa "Latające czapeczki". Przy obu zabawa jest przednia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ją mam jeszcze, choć już bez czapeczek. Mamy taką wersję mojej mamy z dzieciństwa, ma już ponad 40 lat!

      Usuń
  3. O tej grze nie słyszałam wcześniej ale wydaje się całkiem ciekawa. Ja bym chętnie zagrała a Dusia znając życie nerwowała jak ptaszki by nie trafiały tam gdzie trzeba ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest podobnie, dlatego nie wprowadzamy dodatkowych sytuacji nerwowych i nie gramy wszyscy na raz tylko grzecznie po kolei.

      Usuń
  4. Gra prezentuje się bardzo fajnie - tylko faktycznie trochę lipa z tym zbyt małym opakowaniem. U nas pewnie od razu byśmy połowę elementów gdzieś posiali, gdyby się nie mieściły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście te małe elementy, które najłatwiej zgubić, mieszczą się w pudełku :)

      Usuń
  5. Wygląda fajnie, ale to w końcu Egmont!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...