czwartek, 17 września 2015

Na dwa fronty

   

     Okazało się, że zrobiłam coś złego. Że oboje z mężem zrobiliśmy coś złego. Coś za co mogli nas usunąć z listy oczekujących na adopcję. Coś za co mogli nam nie przyznać dziewczynek. Na swoją obronę mamy tylko to, że nie wiedzieliśmy, że nie wolno nam tego zrobić.

     Co jakiś czas na forach adopcyjnych wybucha spór o to czy osoby, które nie zakończyły leczenia i nadal starają się o zajście w ciążę powinny móc ubiegać się o adopcję dziecka. Większość osób, przynajmniej tych które mają odwagę się wypowiedzieć, twierdzi kategorycznie, że nie powinno się dopuszczać takich osób do procesu adopcyjnego, podobno wiele ośrodków adopcyjnych w ogóle nie przyjmuje osób starających się o biologiczne dziecko. Piszę podobno, bo nas nikt o czymś takim nie informował, nas nawet nikt nie pytał czy zakończyliśmy leczenie, mało tego, nikt nas nawet nie pytał czy się leczyliśmy. Po prostu pytano nas dlaczego chcemy adoptować dziecko. Tylko tyle albo aż tyle. Wiadomo przecież, że nikt nie adoptuje dziecka bo taki ma kaprys.

     Ostatnio znów się zaczęły dyskusje na ten temat, a wszystko za sprawą felietonu zamieszczonego na portalu Chcemy być rodzicami. Autorka przyznała, że miała kilka transferów, straciła dwie ciąże i został jej jeden zarodek, który z powodów zdrowotnych musi na nią trochę poczekać. W związku z tym postanowiła skłamać w ośrodku adopcyjnym, który wymaga od niej zaświadczenia o zakończonym leczeniu.

     No i znów podniosła się fala krytyki. Jakie są argumenty na niezakwalifikowanie osób starających się o ciążę do procesu adopcyjnego?
  1. Trzeba przeżyć stratę po nienarodzonym dziecku. Mimo, że pragnie się świadomie adopcyjnego dziecka to podświadomość czeka na biologiczne i w pewnym momencie jest zgrzyt.
  2. Okłamuje się adoptowane dziecko. "Skłamałam, bo pragnęłam Ciebie, ale wciąż chciałam mieć "swoje" dziecko i nie umiałam się pogodzić z tym, że go nie urodzę" - fragment komentarza Magdaleny Modlibowskiej autorki "Księgi adoptowanego dziecka" do wspomnianego felietonu. Uważa ona, że w rodzinie zbudowanej na wzajemnym szacunku dziecko adoptowane powinno usłyszeć coś takiego od rodziców, którzy w trakcie procesu adopcyjnego starali się o zajście w ciążę.
  3. Jest to nieuczciwe wobec innych oczekujących par.
     Muszę przyznać, że ja osobiście nie zgadzam się z żadnym z powyższych argumentów. Moim zdaniem wszystko zależy od konkretnego przypadku, nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Nie można wymagać od ludzi zaświadczenia, że nie będą kontynuować leczenia jeśli się z nimi wcześniej nawet nie porozmawia. Pewnie zdarzają się takie pary, które straciły ciążę lub takie które nie mogą się pogodzić ze świadomością, że nigdy nie urodzi im się dziecko, są też takie dla których decyzja o adopcji była bardzo trudna. Może oni faktycznie muszą przejść przez wszystkie etapy żałoby i pogodzić się ze stratą po nienarodzonym dziecku. Ale są też takie pary jak my, nigdy nie udało nam się zajść w ciążę, a co za tym idzie nigdy nie straciliśmy też dziecka (zawsze dziękowałam Bogu, że z dwojga złego nigdy nie byłam w ciąży, nie wyobrażam sobie nawet sytuacji, że po latach starań w końcu Ci się udaje zajść w ciążę, a po kilku, czy kilkunastu tygodniach okazuje się, że jednak nie uda się jej donosić). Dla nas decyzja o adopcji była czymś zupełnie naturalnym, nawet nie musieliśmy dyskutować na ten temat, dla obojga z nas było oczywiste, że skoro nie udaje nam się zajść w ciążę to adoptujemy dziecko. Bardzo chcieliśmy mieć dziecko i na prawdę nie miało dla nas znaczenie czy urodzę je ja czy ktoś inny. Ono i tak będzie nasze! I tylko nasze! Nie bardzo rozumiem co ma znaczyć stwierdzenie "pragnęłam Ciebie, ale wciąż chciałam mieć "swoje" dziecko". A dziecko adoptowane nie jest moje? Jeśli nie moje to czyje? Jest moje i tylko moje!!!

     Mimo, że adopcja była dla nas czymś naturalnym także próbowaliśmy metody in vitro. Dlaczego? Z dwóch powodów, po pierwsze żeby sprawdzić czy się uda, a po drugie żeby nie tracić czasu. Aby w ogóle móc się zgłosić do ośrodka adopcyjnego trzeba mieć określony staż małżeński więc zamiast biernie czekać spróbowaliśmy. Drugim razem podchodziliśmy do in vitro już prawie półtora roku po otrzymaniu kwalifikacji na rodzinę adopcyjną, prawie dwa lata od pierwszej wizyty w ośrodku. Uważam, że na adopcję czeka się tak długo, że bezczynne czekanie np 5 lat to po prostu marnowanie czasu.  Przecież to nie jest tak, że ośrodek proponuje nam dziecko, a my mówimy "fajnie, ale poczekajcie jeszcze, może spróbuję jeszcze jednego in vitro". Dziecko adopcyjne do czasu TEGO telefonu jest tak samo abstrakcyjne jak ciąża w której nigdy się nie było. Tak na dobrą sprawę nawet nie wiadomo czy dziecko, które będzie nasze już się urodziło. Poza tym próbowaliśmy także innych sposobów, często dzwoniliśmy do naszego ośrodka, aby "się przypomnieć", a także szukaliśmy innych ośrodków, które zechciałyby przyjąć nasze dokumenty. Po prostu chcieliśmy mieć dziecko, nie ważne czy biologiczne czy adoptowane. Mimo, że byliśmy najmłodsi w naszej grupie na szkoleniach przedadopcyjnych czuliśmy uciekający nam przez palce czas, a chcemy przecież jeszcze doczekać wnuków.

     Jeśli chodzi o zaświadczenie, że nie będzie się kontynuowało leczenia, to pewnie jak wiele rzeczy w naszym kraju, wszystko zależy od konkretnego ośrodka i wewnętrznych przepisów. Kolejny raz muszę podkreślić, że w ośrodku, w którym my staraliśmy się o adopcję, pracowały bardzo mądre i pomocne Panie i u nas takie zaświadczenie nie było wymagane. Poza tym można przecież przynieść zaświadczenie, a później zmienić zdanie lub zmienić lekarza i starać się nadal. Jeśli mam być całkowicie szczera to uważam, że zabranianie ludziom podejmującym decyzję o adopcji starania się o ciążę biologiczną jest równie absurdalne jak to, że nagle kazałoby się im zabezpieczać żeby przypadkiem w sposób naturalny nie zaszli w ciążę, co się przecież czasem zdarza.

     A jeśli chodzi o uczciwość wobec innych par to nie oszukujmy się, każda para, która "wypadnie" z kolejki czekającej do adopcji przybliża nas do wymarzonego dziecka, więc gdzie tu nieuczciwość? Im mniej par tym większe prawdopodobieństwo, że my wcześniej odbierzemy upragniony telefon.

     Podsumowując, działaliśmy na dwa fronty, ale nie żałuję tego.  Kocham swoje córeczki najbardziej na świecie i nie ma znaczenie, że to nie ja je rodziłam! A na zakwalifikowanie do procesu adopcyjnego nie powinien mieć w ogóle wpływu świstek papieru, który przecież można później zignorować, tylko rozmowa z mądrym, podkreślam naprawdę mądrym psychologiem, który oceni czy dana para się nadaje się na rodziców adopcyjnych.
     

         

37 komentarzy:

  1. Nie będę się wymądrza ponieważ nigdy nie byłam w środku takich emocji. Mam swoje biologiczne dzieci i jest to dla mnie niesamowite szczęście ale mimo to uważam że te punkty są bzdurne Moja przyjaciółka wiele lat próbowała zajść w ciąże ale bez skutku i pewnego dnia dojrzeli z mężem do decyzji ona temat adopcji. Pozałatwiali wszelkie formalności, rozmowy z psychologiem i zaczęło się czekanie. Każdy dzwonek tel to była dla nich nadziej a ze to właśnie TEN telefon i wymarzone słowa że maja dzidziusia. Niestety par jest dużo i faktycznie trzeba odstać swoje w kolejce. I podczas tego długiego oczekiwania zaszła w ciąże. Pani w ośrodku adopcyjnym zrobiła im awanturę że byli nieuczciwi. Wg mnie to nie jest oszukiwanie skoro lekarz powiedział że są nikłe szanse na zajście w ciąże. Nasze ciało robi nam często niespodzianki a rodzice którzy przechodzą te wszystkie procedury nie mają tylko fanaberii ale ogromną chęć posiadania dzidziusia i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie najbardziej nie mogę pojąć tego wobec kogo oni byli nieuczciwi? Jednej parze z naszej grupy ze szkoleń przedadopcyjnych (nadal spotykamy się prawie wszyscy) także udało się zajść w ciążę. Wiadomo, że pierwsza myśli jest "dlaczego nie ja?", ale tak jest nie tylko wówczas gdy dowaidujesz się, że komuś udało sie począć dziecko, ale również gdy dowadujesz się, ze ktoś dostał już dziecko do adopcji. Chyba wszyscy tak mają. Zaraz potem przychodzi jednak radość i to podwójna, po pierwsze -, że znajomym się udało,po drugie - że wypadli z kolejki i jesteśmy o krok bliżej. Więc wobec kogo to było nieuczciwe? Panie musiały się za bardzo napracować? W naszym ośrodku Panie się ucieszyły, że się im udało. Tak an marginesie ostatnio udało im się drugi raz :)

      Usuń
  2. Wcale ci się nie dziwię. Tez bym tak zrobiła, poza tym co w tym złego? Masz rację, w pewnym momencie nie można tracić czasu, czekać na adopcję i nie próbować w tym czasie począć własnego dzieciątka? To chore. Przecież w tym czasie oczekiwania wiele może się zdarzyć!!! Poza tym, chęć zaadoptowania dziecka świadczy o tym jak bardzo pragniemy je mieć i jak bardzo chcemy uszczęśliwić to maleństwo, które potrzebuje domu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, niestety nie wszyscy tak myślą, choć ja nie potrafię zrozumieć argumentów drugiej strony.Pewnie wszystko przez to, ze zdarzają się ludzie (choć nie wiem czy można nazwać ich ludźmi) którzy oddają adoptowane wcześniej dzieci.

      Usuń
  3. To może za chwilę oprócz zaświadczenia o zakończeniu leczenia, trzeba będzie podpisywać oświadczenie, że w czasie procedury adopcyjnej nie zajdziemy w ciążę.
    W naszym OA nikt od nas nie wymagał nie tylko zaświadczenia, ale również zakończenia leczenia. To miała być nasza decyzja. To my sami dojrzeliśmy do decyzji, że kończymy z leczeniem, że mamy dość i skupiamy się na adopcji. To była mądra decyzja. Najlepsza dla nas, co nie znaczy, że byłaby najlepsza dla innej pary. To delikatna, bardzo indywidualna sprawa. Wszystko zależy od człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz wszystko zależy też od Pani w ośrodku adopcyjnym, Dla mnie to jest tak jak gdyby kazali Ci się zabezpieczać skoro zdecydowałaś się na adopcję. Wszystko przez to, że nie ma jednolitych procedur.

      Usuń
  4. Tyle dzieci nie ma rodziców, a oni i tak utrudniają adopcję. I powiedzmy szczerze, nie każdy nadaje się na taką rodzinę. Podziwiam Was jako wspaniałą rodzinę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! A co do dzieci oczekujących na adopcję to niestety jest to największy adopcyjny mit. Dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, w miarę zdrowych i młodszych niż około 6 lat jest naprawdę niewiele. A na adopcję starszego lub chorego dziecka niewiele osób jest w stanie się zdecydować.

      Usuń
  5. W naszym OA nigdy takiego zaświadczenia od nas nie żądali! Też się leczyliśmy długie lata z metodą in vitro włącznie, ale po pierwszej nieudanej próbie daliśmy sobie spokój (nie udało się i nie mieliśmy zamrożonych zarodków), postanowiliśmy że czas na adopcję. Niestety też musieliśmy uzyskać odpowiedni staż małżeński i zanim mogliśmy złożyć papiery do OA, musiliśmy jeszcze długi rok odczekać... U nas nie było konkretnej przyczyny niepłodności, lekarze mówili, że z gorszymi wynikami nasienia pary zachodzą naturalnie w ciążę, ale nam się nie udawało... No i co, jakbyśmy podczas czekania na adopcję zaszli w ciążę, to bylibyśmy nieuczciwi??? Moim zdaniem to bzdura! Pierwszy raz w ogólę słyszę aby OA wymagało takiego zaświadczenia od par, to zupełny nonsens, bo jak już napisała poprzedniczka wyżej, nasze ciało robi nam różne niespodzianki i czasami kiedy para sobie odpuszcza leczenie i czeka na adopcję, nagle okazuje się, że jest ciąża naturalna, no i czy z tego powodu mają płakać i czuć się winni???
    My mamy adoptowanego Synka i jesteśmy szczęśliwą rodziną prawie od 7 lat, tak miało być i tak nam widać było pisane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, ze jesteście szczęśliwi. Niestety u nas wszystko, no może nie wszystko, ale bardzo dużo, zależy od konkretnego urzędnika. A w ośrodkach adopcyjnych powinni pracować ludzie a nie urzędnicy.
      My też nie planowaliśmy drugiej próby, ale akurat weszła refundacja państwa więc się zdecydowaliśmy.

      Usuń
  6. Osobiście nie widzę w tym nic złego. Przecież kiedy dziecko jest już zaadoptowane i rodzice dowiadują się, że będę mieli biologiczne dziecko to nie oddadzą adoptowanego... podwójne szczęście :) no chyba, że to jakieś potwory!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety, mimo przeczytaniu wielu argumentów drugiej strony, też tego nie rozumiem.

      Usuń
  7. Nie rozumiem takich zasad. Czy to już nie można adoptować dziecka i mieć też biologicznego? Jeśli jakaś para pragnie dać dom i kochać cudze dziecko to nie powinno być problemów. Rozumiem wszystkie spotkania, wizyty u psychologów itd, ale mimo wszystko te procedury są okrutne - dla dzieci i dla przyszłych rodziców...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chciałam podkreślić, dla wszystkich czytających to którzy dopiero decydują się na adopcję, że procedury nie zawsze są okrutne. Wszystko zależy od konkretnego ośrodka, ja na przykład jestem bardzo zadowolona z naszego!
      Tylko, że problem jest taki, że ośrodków w Polce jest mało, a do tego na który się zdecydujemy trzeba będzie często jeździć więc niestety nie może on być zbyt oddalony od naszego miejsca zamieszkania.

      Usuń
  8. Nie rozumiem niektórych przepisów ośrodków adopcyjnych. Z tego co piszesz można wnioskować, że nie powinno/nie można mieć dzieci biologicznych i adoptowanych, a już na pewno nie powinno się najpierw adoptować, a później mieć biologicznych. Głupota i tyle. My mamy dwójkę biol. i jedno adoptowane i nikt w OA się nie dziwił ... ale to nie bylo w PL. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas niestety nie ma jednoznacznych procedur, ale są osoby które mają dzieci i biologiczne i adoptowane. Choć faktycznie osobom, które mają dziecko biologiczne trudniej jest dostać dziecko do adopcji. Przynajmniej tak jest w naszym regionie, ale wiąże się to z tym, że u nas na adopcję czeka się już 5 lat albo i więcej, a dzieci do adopcji jest mało.

      Usuń
  9. Nie rozumiem niektórych przepisów ośrodków adopcyjnych. Z tego co piszesz można wnioskować, że nie powinno/nie można mieć dzieci biologicznych i adoptowanych, a już na pewno nie powinno się najpierw adoptować, a później mieć biologicznych. Głupota i tyle. My mamy dwójkę biol. i jedno adoptowane i nikt w OA się nie dziwił ... ale to nie bylo w PL. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mogę nie zabrać głosu w sprawie, jako autorka wspomnianego felietonu w Chcemy być rodzicami.

    Po tym co napisałam, spadła na mnie krytyka. Dowiedziałam się, że już zawsze będę żyła w kłamstwie i że właściwie to się nie nadaję do adopcji. Wiedziałam, że tak będzie, ale i tak zrobiło mi się przykro. Tak robi wiele par, ale nikt o tym nie mówi. Mam poczucie, że równym stopniu oberwało mi się za szczerość i buntowanie się na głos, gdy inni buntują się cicho.
    Na szczęście jest też druga strona. Wiele osób mnie wsparło – w tym niektórzy adopcyjni rodzice.
    Dziękuję Autorko Tego Bloga za to co napisałaś.
    Jest to dla mnie ważne, bo wiem, że nie jestem sama i że ktoś jeszcze o tym mówi.

    Dla własnego dobra (= dobra mojej przyszłości w OA) postanowiłam się już trochę wyciszyć i nie wchodzić w dalszą polemikę. Ale przybiegłam tutaj, żeby Ci podziękować za twój wpis! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co :)
      Dla mnie Twoja sytuacja w ogóle nie powinna podlegać dyskusji, bo jak mogłabyś się nadawać na matkę (nie ważne czy biologiczną czy adopcyjną) gdybyś porzuciła swój zarodek. Przecież w tej chwili, mimo że pisałaś iż szansa na udane zagnieżdżenie jest nikła, to ewentualne dziecko jest dużo mniej abstrakcyjne niż dziecko adopcyjne, szczególnie, że jeszcze nawet nie rozpoczęliście całej procedury. Co niby mieliby zrobić z tym zarodkiem?

      Usuń
  11. Znam przypadki, gdzie po adopcji kobiety zachodziły w ciążę, bo czasami niby wszystko ok, ciąży brak, a okazuje się, że blokuje nas psychika - nadmierna chęć posiadania dziecka. Też dopóki ciągle o tym myślałam nasze starania szły na marne. Po trzech latach odpuściłam i wtedy się udało. A przepisy - niektóre są tak głupie (nie tylko w kwestii adopcji), że szkoda słów. Rodzinom zastępczym, którym Państwo płaci, nie narzuca się takich wymogów jak w przypadku adopcji... Ten temat aż nadto mnie irytuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dokładnie jak to jest z rodzinami zastępczymi, ale na pewno dzieci do adopcji jest mało, a rodzin chętnych je adoptować dużo, natomiast dzieci do rodzin zastępczych dużo, a rodzin chętnych sprawować nad nimi opiekę w ramach rodziny zastępczej jest mało. Pewnie stąd wynikają rozbieżności przy kwalifikacjach.
      A jak chcesz absurdów to poczekaj na następny wpis dotyczący adopcji, bo własnie mi się coś przypomniało. Przy tym zaświadczenie od lekarza to pikuś!

      Usuń
  12. Od nas też nikt nie wymagał zaświadczenia o zakończeniu leczenia, ba! nawet nie byli byśmy w stanie takiego dostarczyć - bo się nie leczyliśmy! Zresztą Ośrodek podobnie jak u Was - nie pytał o kwestie biologii. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli kolejny raz potwierdza się, że wszystko zależy od ośrodka.

      Usuń
  13. Staraliśmy się o dziecko przez dwa lata. Nie wychodziło i już straciliśmy nadzieję. Zaczęliśmy myśleć o adopcji. W głowach mieliśmy tysiące wątpliwości i pytań. Pamiętam taka sytuację jak mój maż zapytał czy jeżeli adoptujemy dziecko to przestaniemy się starać o kolejne. Ja na to, że tak. I pojawiło się kolejne pytanie mojego męża: Czy jeżeli uda się nam zajść w ciążę to czy będziemy kochać te dzieci tak samo? Odpowiedziałam mu, że bez różnicy jakie to będą dzieci i ile ich będzie to będą NASZE dzieci i będziemy je kochać całym sercem! Wiesz co usłyszałam? Kocham Cię. Wiedziałam wtedy, że maż myśli tak jak ja. Jednak po krótkim czasie od tej rozmowy ukazało się, że jestem w ciąży.
    Myślę, że jeżeli ludzie pragną oddać serce dziecku adoptowanemu to nawet gdyby udało im się zajść w ciążę po adopcji to miłość do adoptowanego dziecka nie zmieniłaby się ani trochę.
    Jesteście wielcy i uwielbiam Was za to, że dajecie mnóstwo miłości swoim córeczkom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, ale nie ma nas za co uwielbiać :) Kochamy swoje córeczki tak jak każdy rodzić kocha swoje dziecko.

      Usuń
    2. Jest moja droga :) Jesteście bardzo pozytywną i przyjazną rodziną :) Zaglądam tutaj z wielką ciekawością i jeszcze nigdy się nie zawiodłam :)

      Usuń
  14. 10 lat temu jak ja starałam się o adopcje leczenie w tym czasie nie było niczym złym wręcz przeciwnie same panie z ośrodka namawiały żeby w tym okresie jeszcze próbować.. TEKST ROZŁOŻYŁ MNIE NA ŁOPATKI ŻEBY PRZEPROSIĆ SWOJE ADOPTOWANE DZIECKO ZA TO ZE SIĘ CHCIAŁO URODZIĆ SWOJE NIE ADOPTOWANE ,, czego się ta kobieta naćpała jak to pisała.pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam w szoku gdy to przeczytałam, a napisała to kobieta, która ma dwójkę adoptowanych dzieci.

      Usuń
  15. Ja też uważam, że nie ma w tym nic złego. Znam jednak przypadki, w których, po adopcji urodziło się dziecko biologiczne, rodzice oddawali dziecko adopcyjne. I uważam, że to pokazuje, iż gdzieś na początku procesu popełniono błąd, bo takie osoby nie powinny być dopuszczone do procesu adopcyjnego. Dziecko zaadoptowane staje się nasze, nieważne czy jest chodzącym aniołkiem czy sprawia problemy. Kochamy je bezwarunkowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co piszesz w ogóle nie mieści mi się w głowie! Jak można tak postąpić?! Normalni ludzie nawet zwierzęcia by nie oddali, a co dopiero dziecko!

      Usuń
  16. Czytałam artykuł o którym mówisz i i mam takie samo zdanie ... Ja jestem w trakcie leczenia naprotechnologia ... leczenie do 2 lat, my podjęliśmy inną decyzje zostaniemy rodziną zastępczą- mam z tym naprawdę duże nadzieje i że uda nam się stworzyć prawdziwy i ciepły dom. A z adopcja czekamy, bo się leczymy dlatego czekamy. Ja nie mam nadziei, mąż ją ma, dlatego czekamy. Co sprawia mi straszny ból... bo ja już nie chce czekać, ale czekam ... ze względu na szum jaki się teraz zrobił, bo po tym wszystkim głupie zaświadczenie będzie wymagane ... ale po co? nie wiem ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaświadczenie na pewno nie jest wymagane we wszystkich ośrodkach.
      A co do rodziny zastępczej to podziwiam Cię, ja się zastanawiałam kilka razy nad taką opcją, ale nie potrafiłabym oddać później oddać dziecka. Za bardzo i za szybko się przywiązuję.
      Trzymam kciuki, aby w końcu Wam się udało :)

      Usuń
  17. Bardzo dobrze napisałaś. Myślę, że przecież można adoptować i również być matką biologiczną w tym samym czasie. Nie wiem, co to komu przeszkadza? Taki zakaz wydaje mi się niesprawiedliwy. Co za różnica, ile będziemy mieć dzieci? Ciężko mi sobie wyobrazić matkę, która mówi dziecku: 'adoptowałam Cię, ale chciałam też mieć swoje dziecko' .... Gdybym usłyszała coś takiego, to poczułabym się gorsza, słabsza i niewarta miłości tak dużej na jaką zasługuje moje 'prawdziwe' rodzeństwo... Ehhh....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam, że każde dziecko kocha się najbardziej na świeciw, niezależnie od tego czy się go urodziło czy nie.

      Usuń
  18. To jest chore. Czyli jak ktoś ma własne dziecko i chce kochać adoptowane, to nie może, bo już jest złym człowiekiem, bo kocha już swoje dzieci? Paranoja! Co w tym nieuczciwego, że oprócz biologicznych dzieci para ludzi chce wziąć pod swoje skrzydła jeszcze jednego, małego człowieka. A potem się mówi, że nie ma kto adoptować dzieci. A tymczasem robi się wszystko, żeby jak najmniej dzieci znalazło dom. Czy domy dziecka są lepsze dla tych dzieci niż rodzina? A czy to, że przyszłym rodzicem zakazuje się zachodzenia w ciążę, to jest normalne? Czemu to ma służyć? Bo nie do końca rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest do końca tak, że nie może mieć biologicznych dzieci - choć to też zależy od ośrodka. Im bardziej chodzi o to żeby nie starać się o dziecko biologiczne gdy już rozpoczęło się procedurę adopcyjną - choć tego też nie potrafię zrozumieć.
      A dzieci w Polsce do adopcji wcale nie jest dużo, wręcz przeciwnie dzieci zdrowych do mniej więcej 3 -4 roku życia jest bardzo mało.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...