niedziela, 14 czerwca 2015

Podróż z dzieckiem


     Zanim pojawiły się w naszym życiu dzieci staraliśmy się jak najczęściej robić sobie wypady za miasto i spędzać wakacje inaczej niż leżąc plackiem na plaży. Wrzucaliśmy namiot do samochodu i ruszaliśmy przed siebie. Spanie na polanie czy podróż bez konkretnego planu nie były dla nas większym problemem. Jutro wyjeżdżamy? Spoko, pakujemy manatki i jedziemy.

     Wakacje? Przecież szkoda czasu na leżenie cały czas na plaży. Może pojeździmy po Rumunii? Może wypad do jakiegoś egzotycznego kraju?  A może popływamy po norweskich fiordach?
Żaden problem. 

Jedyna co nas ograniczało to: 
1. finanse, 
2. czas - ilość dni urlopu jest ograniczona a w hotelarstwie, gdzie pracowałam przed pojawieniem się dzieci, trzeba spędzać większość weekendów w pracy,
3. mąż - tzn. na wszystkie weekendowe wyjazdy wyjeżdża bardzo chętnie, ale wakacje chce spędzać tylko w ciepłych krajach, więc trochę ogranicza mi pole manewru. Bo z tym "nieleżeniemnaplaży" to nie było do końca tak, że oboje tego nie chcieliśmy. Ja nie lubię upałów i leżenie plackiem w pełnym słońcu w ogóle mi się nie podoba, na plaży zawsze szukam chociaż kawałka cienia, w którym mogłabym się schować. Mój mąż za to należy do ludzi, którzy mogliby się położyć na piasku i wstać z niego dopiero po dwóch tygodniach. Zawsze gdy wracaliśmy z wakacji to rodzina i znajomi pytali czy my aby na pewno byliśmy razem w tym samym miejscu, bo ja wracałam biała jak ściana, a on spalony na mahoń. 

     Gdy pojawiły się dzieci zastanawiałam się jak teraz będą wyglądały nasze podróże, z nimi pewnie nie będzie już tak łatwo wrzucić kilka rzeczy do samochodu i ruszyć w drogę.  

     Okazało się jednak, że dla chcącego nic trudnego. Dziecko, nawet małe, nie jest żadną przeszkodą, co najwyżej może być dobrą wymówką.

     Pierwszy test przeszliśmy i zaliczyliśmy pozytywnie, gdy dziewczynki były z nami 3 miesiące, Kruszynka miała wówczas 16 miesięcy, a Myszka 3 latka. Plan był taki, że w sobotę koło południa jedziemy do znajomych do Krakowa, gdzie mieliśmy być świadkami jak ciocia Edytka i wujek Paweł skaczą ze spadochronem, zostajemy na noc i w niedzielę wracamy do domu. 

     W piątek wieczór zadzwonił telefon, że skok z powodów atmosferycznych został przełożony na sobotę na 8 rano, co oznaczało, że musielibyśmy wyjechać z domu około 5. Nie bardzo mi się to uśmiechało, bo dla mnie to jednak środek nocy, więc zapadła decyzja: zbieramy się i wyjeżdżamy zaraz. Trudno, ciocia Edytka będzie musiała spędzić z nami dodatkową noc :)

     W godzinę byliśmy gotowi do wyjazdu, co prawda pomogła nam trochę ciocia Asia, ale oprócz spakowania wszystkich niezbędnych rzeczy zdążyliśmy jeszcze wykąpać dziewczynki i dać im kolację, coby zaraz po przyjeździe na miejsce mogły iść zaraz spać.

      Muszę przyznać, że byłam z nas bardzo dumna. 

     Dziewczynki bardzo dobrze zniosły pierwszy weekend poza domem, a dodatkowo mały możliwość pooglądać samoloty nie tylko z zewnątrz.

Co nas teraz ogranicza w podróżowaniu?
1. finanse - trochę bardziej niż wcześniej, ale chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego,
2. czas - teraz trochę mniej niż wcześniej ponieważ ja aktualnie nie pracuję,
3. mąż - nadal musimy ciężko negocjować jeśli chodzi o kierunek naszego długiego (dwutygodniowego) wypoczynku
4. choroba lokomocyjna Kruszynki - walczymy z nią dzielnie, ale Mała jest za mała na zalecaną dawkę leku, który mógłby nam ułatwić podróż, a zmniejszona ilość leku nie pomaga.

      Tak więc po pojawieniu się w naszym życiu dzieci niewiele się u nas zmieniło w  kwestii podróżowania. Dla chcącego nic trudnego! 

     Nie zniechęcajcie się, pakujcie dzieciaki i komu w drogę temu czas! 

     Pamiętajcie, że podróże kształcą, a czas spędzony z dziećmi jest bezcenny!








     Relacje z większości naszych podróży możecie przeczytać tutaj.

     Zapraszam Was także na akcję Maluszkowych inspiracji "Podróże Kształcą", która promuje podróżowanie z dziećmi po Polsce. Akcji będą towarzyszyły rabaty/gratisy w różnych obiektach, a także konkursy o tematyce podróżniczej. 



28 komentarzy:

  1. Tak jak piszesz- dla chcącego nic trudnego :) Ograniczenia pojawiają się w naszych głowach i trzeba zrobić wszystko żeby im się nie dać. Dzięki temu można cudownie spędzić czas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jeśli tylko dziecko jest zdrowe to nic nie stoi na przeszkodzie żeby wsadzić je w samochód i jechać przed siebie.

      Usuń
  2. Dla mnie największym ograniczeniem jest dobry humor dzieci. Po kilku zmarnowanych na wysłuchiwaniu marudzenia urlopach wiem, że najważniejsze są ich dobre humory. Dla nich jestem gotowa siedzieć cały dzień przy brodziku, bo wtedy jest szansa, że się zajmą sobą same i będę mogła przeczytać kilka stron książki. Pieniądze i czas nie grają większej roli, bo wystarczy im dmuchany basenik na balkonie u babci i są happy;) Za to z mężem gorzej, bo też stawia czasami opór ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci na szczęście bardzo chętnie podróżują, szczególnie jak już wysiądą z samochodu, nawet 4 godziny w muzeum techniki nie było im straszne :)

      Usuń
  3. owszem podróże są fantastyczne, kształcą i zapewniaja nam cudne zdjęcia i wspomnienia, ale to co nas ogranicza....ach te finanse :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety finanse są przeważnie nie do przeskoczenia.

      Usuń
  4. Zgadzam się - dzieci nie są żadną przeszkodą w podróżowaniu poza tymi wymienionymi przez Ciebie;}. Moje dziewczyny podchodzą do każdej wyprawy bardzo entuzjastycznie i zostaje w nich trochę wspomnień z naszego wędrowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim się jeszcze trochę miesza to gdzie były z tym o czym mówimy np. w ramach Dziecka na Warsztat. Ostatnio jak spytałam Myszkę gdzie była na weekend to uparcie odpowiadała, ze w Australii :) Szkoda, że to nie prawda...

      Usuń
  5. Otóż to, grunt to się nie bać i próbować. Dziecko się przyzwyczai do podróżowania. Oli nie miał trzech tygodni jak robiliśmy trasy po 150 km w jedną stronę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się chce to się da, szczególnie, że taki maluszek to i tak większość czasu śpi.

      Usuń
  6. Dokładnie, dla chcącego nic trudnego :) Uwielbiam nasze małe podróże.

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz racje, że dla chcącego nic trudnego :) Ale jednego Ci współczuję- ciepłe kraje w wakacje :P Nie znoszę sama upałów i nie wyobrażam sobie spędzić tam wakacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zawsze walczę i już udało mi się ustalić kompromis i tak ostatnio spędziliśmy pierwszy tydzień jeżdżąc po Rumunii (w górach nie było tak ciepło), a drugi w Bułgarii, ale także tam udało mi się wyciągnąć męża na 3 wycieczki :) Niestety na wczasy w Danii czy Szwecji nie mam co liczyć :(

      Usuń
  8. w mojej rodzinie zawsze się mówiło -grunt to dobra organizacja. Dużo w tym prawdy, bo jak u kogoś ona kuleje to nawet wyjście do parku jest trudne do zorganizowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, znam takich co nawet bez dzieci zawsze i wszędzie się spóźniają.

      Usuń
  9. Ja też uważam ze jeśli się chce to każdy może podróżować. Bliżej czy dalej ale każdy. A dzieci to wspaniali kompani z podróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, my w dzieciństwie na przykład każdą ładną niedzielę spędzaliśmy z rodzicami na piknikach gdzieś w okolicy i było super!. Do tej pory to wspominam.

      Usuń
  10. Najwazniejsze to miec plan od A do Z. i dobre spakowania a reszta pogoda, miejsce pobytu to drobnostka, jak sie ma bliskich przy Sobie to nawet balkon moze byc fajny:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc to nasz plan kończy się przeważnie gdzieś tak w połowie alfabetu, a i to nie zawsze :)

      Usuń
  11. Dla mnie Filip stał się wymówką ale szybko wybiłam to sobie z głowy :)
    Próbowaliście fotelika do jazdy tyłem? Ponoć zmniejszają odczucia związane z chorobą lokomocyjną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak była mniejsza to jeździła tyłem niestety nic to nie pomagało :(

      Usuń
  12. Pierwsze koty za płoty :) Teraz będzie już tylko lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten test przeszliśmy już rok temu, od tej pory trochę już pojeździliśmy :)

      Usuń
  13. U nas najwiekszym ograniczeniem jest niechec małego do jazdy autem. Placz, krzyk, dziecko cale mokre -ja osobiscie mam traume bo nie pomaga nic. A przeciez nie moze jecjac na kolanach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Kruszynka też nie lubi jazdy samochodem no ale niestety czasem trzeba

      Usuń
  14. Nie wszyscy jednak rodzice wychodzą z takiego założenia ...
    My również od małego wozimy ze sobą syna, teraz sam się dopytuje kiedy gdzież ruszamy :)
    Podróż zaczyna się już od momentu przekroczenia progu - trzeba tylko chcieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest cięgle pytanie: kiedy pojedziemy na baseny? :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...