poniedziałek, 28 lipca 2014

28 zł ratuje reputację

 Jedziemy na wesele

Ja - sukienka, buty, pełen makijaż - ogóle gotowa na wielkie wyjście.

Mąż - koszulka, krótkie spodenki, sandały - "Mamy do przejechania prawie 100 km, jest upał - przebiorę się na miejscu."

Wyjeżdżamy (dzieci zostają w domu z dziadkami i całym zestawem cioć i wujków - w sumie 8 opiekunów), sprawdzamy czy jest koszula, garnitur, krawat, prezent i wszystkie inne niezbędne rzeczy.

Jedziemy, podróż mija spokojnie, nawigacja ciągnie jakąś dziwną trasą, ale za to są ładne widoki, wyświetla się komunikat: za 10 km dojedziesz do celu i nagle... "kurka wodna buty!!!" (cytat oczywiście nie jest dosłowny :) )

Wyjścia, jak z każdej sytuacji,  są co najmniej dwa:
1. powrót do domu po buty - ale wtedy zamiast na 15 -tą będziemy na 18-tą
2. kupić buty na miejscu - niby nie problem, ale... tak jak z każdej sytuacji są co najmniej dwa wyjścia, tak zawsze znajdą się ze dwa problemy:
1. to jest wioska, a jest sobota godzina 14.30
2. potrzebujemy buty w rozmiarze 46

Nie chcąc przegapić ślubu przyjaciółki wybieramy wariant drugi - jedziemy szukać sklepu. Zgodnie z niezastąpionym google w "mieście" jest galeria, która jest w sobotę otwarta o tej porze. Podjeżdżamy a tam galeria w której są tylko dwa sklepy - Tesco i Chiński Market (a Chińczycy raczej niscy i nogi też nieduże mają)

Wchodzimy do Marketu - jakość butów w tym momencie nie gra roli, wszystko będzie lepsze od sandałów do garnituru. 
- "W czym mogę pomóc"
- "Jakie są największe buty nadające się do garnituru"
- "45"
- "Przymieżymy"
Dostajemy, a właściwie mąż dostaje, dwie pary - przymierza, ale... pięta jakoś nie chce wejść, zostaje gdzieś na zewnątrz.
- "Czy jest tu jeszcze jakiś inny sklep"
- "Tak, ale w sobotę tylko do 13-tej, a jest 14.40. Państwo na wesele?"
- "Tak - zaczyna się za 20 minut."
Koniec. Pójdzie w klapkach, przynajmniej inni będą mieli niezłą zabawę.
Nagle Pani przynosi jeszcze jedną "45", ale jakoś trochę większą.
Przymierza, trochę ciasne, ale noga weszła!!!
- "Bierzemy!!!"
Męska godność uratowana.

Co warto podkteślić:
- buty były w promocyjnej cenie -28 zł!!! (tak, tak nie pomyliłam się 28 zł a nie 280 zł) 
- wyglądały tak samo jak te za 280 zł
- przetrwały całą noc
- mimo, że były trochę za małe, dało się w nich tańczyć
- nie przegapiliśmy ślubu przyjaciółki - a to najważniejsze






czwartek, 24 lipca 2014

Reklamacja

     W minioną niedziele mieliśmy chrzest. Po chrzcie nasze, skądinąd całkiem grzeczne do tej pory dzieci, miały się stać małymi aniołkami. Miały być grzeczne, uśmiechnięte i wesołe. A tu... chyba jakiś diabeł w nie wstąpił, bo od niedzieli są nie do wytrzymania. Ciągłe krzyki, histerie, płacze, zupełnie bez powodu. Zaczyna się z samego rana, a kończy dopiero wieczorem po długiej walce o pójście spać. Dobrze, że są wakacje i sąsiedzi powyjeżdżali na urlopy, bo w przeciwnym razie opieka społeczna pewnie dawno by już u nas była. Sprawdziłam nawet fazę księżyca, ale do pełni daleko. Chyba pójdę złożyć reklamację do księdza. 


     Dopisane 2 tygodnie później: 
     Znajomi uświadomili mi, ze to nie "wina" księdza, że dzieci się tak "popsuły" tylko chrzestnych: "Mają to po chrzestnych". Wcześniej chrzestnych  nie miały to nie miały się w kogo wdać.

wtorek, 22 lipca 2014

Na początku był chaos

    


     Człowiek czeka tyle lat na dzieci, a jak mają przyjść do domu to okazuje się, że nic nie jest gotowe. Zawsze byłam zdania, że urządzanie pokoju dziecinnego, jak nie ma się dzieci, nie jest dobrym rozwiązaniem, człowiek chyba by zwariował zaglądając tam codziennie.

     Telefon zadzwonił, a my w pokoju, który miał być przeznaczony dla dzieci mieliśmy swój własny, prywatny strych! Jak nie wiadomo było co zrobić z jakąś rzeczą to dawało się ją do "żółtego pokoju". Było tam wszystko: meble po poprzedniej lokatorce (mojej siostrze), jej rzeczy, pamiątki, nasze akcesoria campingowe (łącznie z namiotami), nigdy (lub prawnie nigdy) nieużywane przyrządy do ćwiczeń i cała masa innych rzeczy.

     Po uprzątnięciu i wyremontowaniu pokoju pojawił się następny problem - pokój jest - piękny, świeżutki, ale ... pusty. Za trzy dni przyjeżdżają dzieci a my nie mamy nic: nie mają gdzie spać, nie mają się w co ubrać, nie mają się czym bawić ... i właściwie nic nie mają. Nastał czas wielkich zakupów , do tej pory się zastanawiam jak ludzie robili wyprawki w czasach gdy nie było jeszcze allegro. Meble, łóżka, pościele, butelki, smoczki, plastikowe naczynia i tym podobne rzeczy to nie był większy problem ale ... jaki rozmiar ubranek kupić, jaki bucików i przede wszystkim jaki rozmiar pampersów?  Na szczęście nie kupiliśmy żadnych ubrań, bo dziś wiem, że to co piszą na metkach, a to jaki rozmiar pasuje na dzieci to dwie zupełnie różne rzeczy. Pierwszą wyprawkę zawierającą ciuchy, bieliznę, butelki i mnóstwo zabawek dostaliśmy od opiekunów dziewczynek z pogotowia opiekuńczego. Często słyszy się, ze dzieci idą do adopcji w tym co mają na sobie (a czasem nawet i za to trzeba zapłacić, a my otrzymaliśmy wszystko z informacją: "Przecież to są rzeczy dziewczynek, niech mają w nowym domu jak najwięcej swoich rzeczy, będzie im łatwiej".  Gdy dziewczynki przyszły już do domu i po okolicy rozniosły się dobre wieści zostaliśmy wprost zasypani ubrankami dla nich. Do tej pory nie kupiliśmy i nic oprócz bielizny i nowych szafek, aby to wszystko gdzieś pomieścić. 

     Kwestia wyprawki to jedno, a kwestia ogarnięcia dwójki małych dzieci przez osoby, które w sumie nie miały do tej pory kontaktu z dziećmi to zupełnie inna sprawa. NA POCZĄTKU BYŁ CHAOS!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...