poniedziałek, 3 listopada 2014

Wizyta u psychologa

     Zabrałam dziś dziewczynki do poradni psychologicznej porozmawiać o naszych histeriach (pisałam o nich TU). Stwierdziłam, że może warto będzie zapytać specjalistę o to jak sobie radzić z tymi sytuacjami i jak pomóc dziecku, bo przecież dla niej to też jest bardzo męczące.

     Muszę przyznać, że ta wizyta w ogóle mi nie pomogła. Nie dowiedziałam się niczego ponad to co mógłby mi powiedzieć każdy kto ma dzieci, a nawet większość osób które ich nie posiada.

     Wyglądało to mniej więcej tak: 

dzieci są adoptowane? 
po przejściach? 
był alkohol w ciąży?

     Rada: Wszystkie dzieci w tym wieku mają histerie, a że córka już tak wiele przeszła, to mogą one być bardziej intensywne i mniej przewidywalne. Trzeba konsekwencji  w wychowaniu oraz należy chwalić dobre zachowania a karać te negatywne.

     Niby nie spodziewałam się jakiejś złotej recepty na rozwiązanie naszych problemów, ale szczerze mówiąc liczyłam na coś więcej. Wszystko co powiedziała Pani psycholog wiedziałam już wcześniej sama, a nawet dodałabym trochę innych rad. Oprócz konsekwencji potrzeba jeszcze wiele cierpliwości, mnóstwo miłości, dużo spokoju i przede wszystkim należy tłumaczyć dziecku czego nie wolno robić i dlaczego.

     Tylko co zrobić, gdy dziecku tłumaczy się spokojnie, cierpliwie  i z miłością, przynajmniej kilka razy dziennie, przez pół roku, że nie wolno innym robić krzywdy, że nie wolno bić / gryźć / dusić / kopać / szczypać siostry / kota, a efektów nie widać.

     Dziecko, które przez 90% czasu jest istnym aniołkiem, zakochanym w siostrze i kocie, nagle, bez żadnego powodu, wpada w histerię nie do opanowania, a Pani psycholog mówi mi, że może tak mieć. Czy to znaczy, że skoro dziecko jest adoptowane, po przejściach i był alkohol w ciąży to już nie można mu pomóc? Że mamy czekać aż wyrośnie z negatywnych zachowań? A jak nie wyrośnie tylko się one nasilą?

      Właściwie w trakcie rozmowy z Panią psycholog uświadomiłam sobie, że jest już lepiej niż na początku, skończyły się ataki autoagresji, skończyło się rwanie włosów z głowy, skończyło się bicie po twarzy i skończyło się gryzienie samej siebie.

      Nie poddam się tak łatwo i znajdę sposób aby pomóc mojemu maleństwu.

13 komentarzy:

  1. Droga blogerko nominowałam Cię do LIEBSTER BLOG AWARD. Szczegóły zabawy u mnie na blogu: http://czekoladowelowe.blogspot.com/2014/11/nominacja-do-liebster-blog-award.html . Pozdrawiam, zapraszam do zabawy i życzę zadowolenia z dalszego blogowania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I dlatego uważam, że czasem nie warto mówić o przeszłości, bo dziecko od razu jest szufladkowane. Znajomi mają synka z FAS. Wyczyścili tę informację gdzie się dało i nikt o tym nie wie. Psycholog wydająca opinię o dziecku wydała bardzo pozytywną, podczas gdy wcześniej na początku jeśli psycholog wiedział o problemie od razu kwalifikował dziecko do odpowiedniego boxa. A dzieciak fajnie się rozwija, chodzi chyba już do zerówki, nikt go nie stygmatyzuje, rodzice po prostu przyjęłi taktykę traktowania go jak normalne dziecko, ona sam nie wie, że ma ograniczenia więc daje radę wiele rzeczy robić których być może by nie mógł gdyby "miał papiery". U nich to działa świetnie, naprawdę byłam pod wrażeniem

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani psycholog wykazała typową dla jej profesji postawę behawiorysty. A Tobie proponuję lektury w stylu "Twoje kompetentne dziecko" czy "Dziecko z bliska". Trochę inne spojrzenie na dzieci i macierzyństwo. A od siebie dodam, że poza tłumaczeniem i ciosaniem kołków na głowie warto czasem włączyć słuchanie i mniej przegadywać te sytuacje a bardziej się przyłożyć do tego, żeby dziecko poczuło się zrozumiane i wysłuchane. Co więcej poza mówieniem jak nie chcesz żeby się zachowywało, warto dać coś w zamian, jakieś alternatywne sposoby wyrażania trudnych emocji. Dziecku trudno jest wymyślić coś co Ty zaakceptujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cenne rady, jest ich tu więcej niż usłyszałam od Pani psycholog. Staramy się zawsze wysłuchać córeczkę, ale jest to o tyle ciężkie, że ona dopiero uczy się mówić więc nie umie wyrazić słowami swoich emocji. Uczymy ją, że każdy może być zdenerwowany i że jest to zupełnie normalne. Mówimy jej, że gdy się denerwuje może skakać, krzyczeć, ściskać gniotka i głęboko oddychać, ale nie wolno robić nikomu krzywdy. Dodatkowo chwalimy każdy dobry uczynek, aby wiedziała, co robi dobrze i że to także zauważamy. I tak jak pisałam w poście przez 90% czasu to istny aniołek.

      Usuń
    2. Ja na przykład moim córkom proponowałam: Ściśnij mnie tak mocno jak bardzo jesteś zdenerwowana. W ten sposób nie używając słów mogły mi opowiedzieć jak bardzo są wzburzone. Jest jeszcze technika nazywana aktywnym słuchaniem, oczywiście ona jest raczej dla dzieci, które już dość dobrze mówią, ale można ją zastosować zadając dziecku pytania na które będzie odpowiadało 'tak' albo 'nie'. Dobrze jest też ugryźć się w język zanim się powie 'ale'. Rodzice mają na przykład tendencję do mówienia 'Rozumiem, że się zdenerwowałaś, ale...' no i to ucina jakąkolwiek komunikację. Moim zdaniem lepiej pociągnąć trochę taki monolog z dzieckiem na temat tego jak ono paskudnie się czuje, podczas którego ono będzie głównie potakiwało albo zaprzeczało. I dopiero jak się dziecko 'wygada' wyjaśnić mu co było nie halo. W każdym razie u nas to działa całkiem dobrze.

      Był też u nas w użyciu slogan "Na złoszczenie najlepsze jest przytulanie", wiem, że nie do końca po polsku, ale działał. Młodsza córka zaakceptowała pomoc w postaci przytulenia i wspólnego głośnego, głębokiego oddychania (ja tez przy okazji relaksuje i łatwiej mi się nie denerwować jej wybuchem).

      Usuń
    3. U nas w trakcie histerii nie ma możliwości jakiejkolwiek rozmowy czy zadawania pytań albo chociaż przytulenia. Ja co kilka minut pytam tylko czy ją przytulić i dopiero jak usłyszę "tak" wiem, że nadchodzi koniec.

      Usuń
  4. Taka wizyta zawsze jest ciężka, dacie radę wierzę w was;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny post,rozwiał moj dylemat żeby iść z moją córką do psychologa,miałyśmy iść z trochę innego powodu ale może żeczywiście niewarto.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety też lekarz lekarzowi nie równy. Jeden odwali pytania, które musi zadać, a inny będzie wnikliwy i będzie chciał pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ja tez jestem psychologiem dziecięcym i u mnie wizyta wygląda tak, że po wysłuchaniu rodzica, proszę, by zostawił mnie sam na sam z dzieckiem i obserwując je w sytuacji zabawy, mogę więcej powiedzieć na jego temat, niż w czasie standardowego wywiadu, gdy dziecko zwykle zachowuje się inaczej, bo np. boi się psychologa. Uważam też , że do każdego dziecka trzeba podejść indywidualnie i nigdy nie przygotowuję się do rozmowy poprzez standardowy zestaw pytań, nawet gdy coś już wiem o dziecku, bo uważam, że jest to stygmatyzacja i nie budzi zaufania.

      Usuń
    2. Niestety nie wszyscy psychologowie mają takie podejście. Dla wielu ważniejsze są papierki niż dziecko.

      Usuń
  7. ja również często zmieniałem psychologa i nie mogłem się przyzwyczaić ani zaufać . pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...