poniedziałek, 15 września 2014

Tajność adopcji - totalna fikcja

     "Tajność adopcji. Adopcja w Polsce jest procesem tajnym. Nikt spośród osób uczestniczących w jej przebiegu (pracowników ośrodka adopcyjnego, prawników, kuratorów, pracowników domu dziecka i in.) nie ma prawa ujawniać szczegółów sprawy, zwłaszcza jeśli chodzi o dane osobowe dziecka i jego rodziców naturalnych, jak i adopcyjnych. Sam przysposobiony może ubiegać się o ujawnienie tych informacji dopiero po uzyskaniu pełnoletności, występując z wnioskiem do sądu rodzinnego."

     Tyle jeśli chodzi o teorię, niestety praktyka wygląda trochę inaczej. Oprócz pracowników ośrodka adopcyjnego, sędziów, kuratorów, urzędników stanu cywilnego i innych urzędów - których tajność adopcji obowiązuje jest cała masa ludzi, którzy także znają różne dane dziecka sprzed adopcji, a nie obowiązuje ich tajemnica.

     Zaczyna się od szefa w pracy oraz Pani kadrowej - aby złożyć wniosek o urlop macierzyński należy podać nazwisko i pesel dziecka oraz pismo z sądu przyznające opiekę nad dziećmi. Oczywiście odbywa się to przed ostatnią rozprawą adopcyjną, po której dopiero zostają zmienione wszystkie dane dziecka, więc trzeba podać nazwisko jakie dziecko ma po rodzicach biologicznych oraz pierwotny pesel. Później wszystkie dokumenty trafiają do ZUS-u gdzie także ma do nich dostęp cały zastęp urzędników, których tajemnica adopcji nie obowiązuje.

     Podobnie sytuacja wygląda u lekarza, tylko że tam dodatkowo wszystkie pielęgniarki, lekarze oraz panie z recepcji mają wgląd nie tylko do nazwiska i peselu dziecka, ale także do nazwiska panieńskiego matki biologicznej i adresu rodziców biologicznych. Dane te są wpisane na karcie szczepień, która przychodzi do wybranej przez nas przychodni. Właściwie te wszystkie dane są także wpisane w książeczce zdrowia dziecka, więc jeśli się jakoś tego nie zaklei (w książeczce zdrowia oczywiście nie można wyrywać żadnych kartek) dziecko także będzie miało dostęp do tych wszystkich danych, wcale nie musi czekać do uzyskania pełnoletności i składać wniosku do sądu. 

     Jeśli rodzice adopcyjni chcą się ubiegać o becikowe, które także się im należy, to muszą (oczywiście wśród całej masy innych dokumentów) złożyć do MOPS-u pismo z sądu potwierdzające przyznanie opieki nad dziećmi. Pismo zawiera wcześniejsze nazwisko dziecka i nie jest ważne, że o becikowe można się starać już po uprawomocnieniu wyroku sądowego i odebraniu nowych aktów urodzenia z nowym nazwiskiem oraz nowym peselem.

     Tak więc o ile prawo zapewnia tajność adopcji, zmianę nazwiska, peselu, a także możliwość zmiany imienia o tyle życie pokazuje, że utrzymanie adopcji w tajemnicy to czysta fikcja. Oczywiście jestem za tym żeby dziecko wiedziało o tym, ze jest adoptowane, im wcześniej tym lepiej, ale powiedzieć dziecku, że jest adoptowane a dysponować adresem ludzi, którym dziecko zostało odebrane to dwie różne sprawy. 

     
     

     

13 komentarzy:

  1. Do macierzyńskiego nie jest potrzebne pismo z sądu z danymi sprzed adopcji - wystarczy poprosić sąd i zaświadczenie z informacją o tym, że toczy się sprawa i została powierzona piecza. Podobnie do becikowego - wystarczy zaświadczenie, że małoletni XY (nowe dane) został przysposobniony, a przysposobienie jest pełne i prawomocne od dnia...)
    Co do ZUS - to u nas do chciwli uprawomocnienia wyroku dzieci były ubezpieczane przez DD (bo pracownik DD był opiekunem prawnym) , a mąż zgłosił je do ubezpieczenia w pracy dopiero po uzyskaniu nowych aktów urodzenia i nowego PESELU.
    Co do służby zdrowia to racja nie jest możliwe wymazanie danych w sposób skuteczny, przerabiałam sprawę z GIODO i prawnikami szpitala. Pozostaje zmienić lekarza, wyrobić nowe książeczki zdrowia a karty szczepień przepisać i poświadczyć w nowej przychodni. Gorsza sprawa jeśli dziecko wymaga kontynuacji specjalistycznego leczenia w dużym ośrodku i nie ma innej alternatywy. My zmieniliśmy szpital ale nie zawsze jest to możliwe.

    Tak więc u nas strre dane były udostępnione jedynie USC, co jest koniecznością. oraz walczyliśmy ze służbą zdrowia i finalnie zmieniliśmy wszystkich lekarzy i zaczęliśmy historię leczenia od zera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do macierzyńskiego musiałam oddać pismo, że została powierzona piecza i potrzebne były nazwiska i PESELE dzieci, a że było to przed ostateczną rozprawą to nazwiska i PESELE były stare. Pewnie wszystko zależy od konkretnego urzędnika, tak to niestety u nas w kraju jest, że wszystko zależy od interpretacji.

      Usuń
  2. U nas wystarczyło zaświadczenie z sądu, że została powierzona piecza. Od razu powiedziałam pracodawcy, że adopcja jest tajna i nie mają prawa żądać ode mnie żadnych starych danych, mają zaświadczenie sądu i więcej im nie dam. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale na zaświadczeniu z sądu też są nazwiska dzieci i ja jeszcze potrzebowałam PESELE

      Usuń
  3. na zaświadczeniu z sądu nie było danych dzieci, było o tym że wystąpiliśmy o przysposobienie i została powierzona piecza oraz była sygnatura akt sprawy. Na zaświadczeniu końcowym było że dzieci (tu nowe dane) zostały przysposobione i że wyrok jest prawomocny od dnia xx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jak to zwykle bywa, co sąd, co urzędnik to inna interpretacja przepisów i inne dane na dokumentach.

      Usuń
  4. No widzisz, a u nas - na Tajwanie - adopcja jest jawna, otwarta. Wszyscy wiedzą, że dziecko jest adoptowane, bo w głównym dokumencie (coś jakby dokument zameldowania, ale ciągnący się za człowiekiem przez całe jego życie) wszystko jest wypisane. Nawet jak dziecko idzie do szkoły, to szkoła otrzymuje ten dokument...
    A czy Wy poznaliście biologicznych rodziców? My poznaliśmy ojca, na rozprawie, na której dziecko również musiało być i na której trzylatce "tatuś" mówił, że jest jej tatusiem i że ma o nim pamiętać ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My na szczęście nie poznaliśmy rodziców biologicznych. U nas na rozprawie dzieci nie musiały być, ale i tak zabraliśmy je ze sobą. Tylko, że u nas stronami w sądzie byliśmy my i pogotowie opiekuńcze, w którym mieszkały dziewczynki. Rodzice biologiczni zostali wcześniej pozbawieni praw i nie znali terminu rozprawy. Nie wyobrażam sobie nawet spotkania z nimi. A Ty musiałaś się pewnie czuć okropnie, nie mówiąc już jak to się pewnie odbiło na psychice dziecka.
      U nas też większość osób wie, ze dzieci są adoptowane, bo przecież dwójka dzieci nie spada nagle z nieba. Ale co innego wiedza, że są adoptowane a co innego dostęp do takich danych jak adres rodziców biologicznych.

      Usuń
  5. Kochana,a czy teraz gdy Dziewczynki mają nowy PESEL i akty urodzenia, nadal mają wpisane te pierwsze w książeczka jzdrowia?
    I czy Wy,prawdziwi rodzice (inaczej tego nazwać nie mogę:* ) macie dostęp do nazwisk,adredu, telefonu biologicznych -to znaczy gdybyście chcieli moglibyście znaleźć tych ludzi już teraz? I czy oni mogliby znaleźć Was?(tutaj przypuszczam że nie)
    Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź-o adopcji jako drodze do rodzicielstwa myślę od bardzo dawna, dlatego jestem ciekawa tego jak to wygląda :*
    Pozdrowienia cieplutkie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W książeczce mają wpisane te pierwsze dane. Ja ja zakleiłam tylko nowymi, ale wystarczy odkleić naklejkę aby mieć nie tylko nazwisko, ale i adres ich pierwszego miejsca zamieszkania. Możemy więc po prostu sobie pojechać pod ten adres i już. Ale mnie jakoś Ci ludzie nie interesują, nie zastanawiam się jak wyglądają ani nic w tym stylu. W ogóle o nich nie myślę.
      Teraz czasami (ale rzadko) korzystamy z książeczek, ale niedługo schowam je głęboko w szafie, żeby dziewczyny jak nauczą się czytać nie miały do tych danych dostępu zbyt wcześnie.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź!
      Wszystkiego dobrego dla Waszej Rodzinki!

      Usuń
  6. Tak jak ktoś wcześniej napisał,do macierzyńskiego nie trzeba danych z podawać, wystarczy zaświadczenie z sądu. Co do przychodni to najpierw przepisuje dziecko do innego miasta na starym nazwisku a potem zapisuje go na nowe i do nas przyjdzie juz z nowym. Co do książeczki to mozna przepisać lub ktos z przychodni moze przepisac i potwierdzić. Zawsze mozna ksiazeczke "zgubić". Trzeba chronic swoja prywatnosc jak sie da.Ja poki co spotykam ludzi który to rozumieja i sa pomocni.No moze poza wscibska baba z USC ;).Nawet ZUS poinformowal,ze w pracy nie musze podawac danych dziecka bo dlaczego jakas obca baba ma znac jego poprzednie dane.I tak juz za duzo osob moim zdaniem jest wtajemniczonych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aha a co do ubezpieczenia to dopoki dziecko nie jestem pod stałą opieką to do tego momentu ubezpiecza opiekun prawny czyli DD lub RZ. MOPS nie jest temu chętny ale tak jest. Tylko trzeba dzwonic do odpowiednich instytucji,czytac przepisy i nie dac sie zbyć. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...